„Jeśli spotykasz na wsi osiemnastoletnią dziewczynę i chcesz się dowiedzieć czy jest mężatką, nie pytasz: „Masz męża?”, ale „Masz zhu?” Zhu znaczy pan. Czyli dziewczyna nie jest panią swojego życia i musi sobie znaleźć pana. Przez tysiące lat w Chinach kobiety musiały się podporządkowywać mężczyznom. Dziewczęta już od piątego roku życia miały bandażowane stopy i podkurczone palce. Chodzenie było bardzo bolesne, ale „panowie” mieli pewność, że ich niewiasty nie oddalą się od domu. Po komunistycznym przewrocie 1949 roku władze deklarowały równouprawnienie kobiet, lecz stare obyczaje bardzo trudno było wyplenić. Regulacja urodzin w chińskim wydaniu zdecydowanie faworyzowała i nadal faworyzuje chłopców. Jeśli pierwszym dzieckiem małżeńskiej pary jest chłopiec, nie można mieć więcej dzieci. W przypadku przyjścia na świat dziewczynki, rodzice dostają drugą i ostatnią zarazem szansę na spłodzenie syna, by kontynuował linię rodu.

oriflame

Takie prawodawstwo wręcz zachęca do aborcji lub porzucania niechcianych noworodków żeńskiej płci. Nic dziwnego, że dziewcząt jest coraz mniej. Obliczono, że w do 2020 roku liczba kobiet zmniejszy się aż o 40 milionów! Ubytek drastyczny w skali europejskiej nie robi jednak większego wrażenia w społeczeństwie liczącym dziś miliard trzysta milionów obywateli… W drugim odcinku serialu angielscy dokumentaliści przedstawiają brzydszą twarz ogromnych, coraz bogatszych i potężniejszych Chin. Owa potęga jest jednak w znacznej mierze fundowana na mrówczej, źle opłacanej, ciężkiej pracy kobiet. Po masowym exodusie mężczyzn do miast dwie trzecie siły roboczej na wsi stanowią panie. Dzięki ich harówce rzesze synów i braci mogą opłacić naukę na wyższych uczelniach. Na Nowy Rok około stu pięćdziesięciu milionów robotników przyjeżdża do rodzinnych wiosek. Mężczyźni jadą z tanimi prezentami dla bliskich i opowieściami o miejskich życiu. Wizyty nie trwają długo. Trzeba wracać do pracy. Następne spotkanie – za rok. Nie wszystkie chińskie kobiety

kosmetyki

akceptują taki tryb życia. Wiele z nich, wzorem mężczyzn, porzuca rodzinne strony i jedzie do miast w poszukiwaniu chleba. Nie mają kwalifikacji, więc muszą się godzić na ciężką, marnie opłacaną pracę w przędzalniach, szwalniach, wytwórniach sprzętu elektronicznego lub fabrykach zabawek. Ale dzielne dziewczęta nie narzekają. Na wsi zarabiały jeszcze mniej. W dodatku, po raz pierwszy w życiu, czują się wolne. Niezależne od kaprysów „zhu”.