Jak może łzawa historia dziewczyny uratowanej przez rybaka przekształcić się w chicagowskie przygody narzeczonego pewnej prawniczki? W japońskiej komedii z 1997 roku, do której najlepiej pasuje anglojęzyczna wersja tytułu: Welcome back, Mr McDonald, Koki Mitani - reżyser i autor scenariusza - pokazuje, że może się to przydarzyć w trakcie realizacji audycji radiowej. Radiostacja lokalna ma wyemitować nagrodzoną w konkursie audycję pewnej amatorki. Historyjka na miarę wyobraźni gospodyni domowej doczekała się więc próby tuż przed emisją na żywo. Rdzennie japońska bohaterka otrzymuje nagle angielskie imię zgodnie z kaprysem aktorki, która ma odegrać jej rolę. Inni realizatorzy audycji wnoszą także swoje poprawki i nikt już nie jest w stanie opanować ewolucji scenariusza w kierunku zupełnie dowolnym. I równie absurdalnym jak pierwowzór tylko inaczej. Tytułowy Mr McDonald wynika rzeczywiście z tego, że ktoś tam na planie był amatorem amerykańskich hamburgerów. Spontanicznie zamerykanizowana Japonia wyda się polskiemu widzowi szczególnie bliska nie tylko ze względu na współczesne analogie wpływów kulturowych. Swojski bałagan studia radiowego, dowolność interpretacji, kaprysy realizatorów, improwizacja, chaos, z którego wynika coś innego niż przewidywano, a śmiech i absurd przede wszystkim to znamy nie od dziś. Perypetie prób przed programem? Amator w roli zawodowca produkującego efekty dźwiękowe metodą chałupniczą? To motywy z kultowych komedii polskich. Ale tym razem made in Japan w keczupie amerykańskim.