Już sama nazwa Dolina Śmierci budzi dreszcz i przywodzi myśl o zagładzie: dla człowieka nieprzygotowanego do panujących tam ekstremalnych warunków ta leżąca w południowo-wschodniej części Kalifornii dolina, ukształtowana 20 mln lat temu przez wybuchy wulkanów i trzęsienia ziemi, może być prawdziwym piekłem. To najbardziej suche, gorące i wrogie miejsce na półkuli zachodniej. Na tej wyjątkowej pustyni powstał wyjątkowy park narodowy o powierzchni 1 400 000 hektarów. Niecki wyschniętych jezior sąsiadują tam z głębokimi na 200 m kraterami i słonymi pustyniami. Aby tam przetrwać, każda żywa istota musi starać się przechytrzyć matkę naturę. Różne zwierzęta stosują różne metody. Szczuroskoczki przesypiają upalne dni w norach, a wilgoć czerpią z wydychanego przez siebie powietrza. Zające wielkouche pozbywają się ciepła wykorzystując właśnie uszy. Ptaszniki spędzają wręcz pod ziemią całe lato - wyjątkowo tu długie, bo upały powyżej 40 stopni utrzymują się aż przez 8 miesięcy. Takie temperatury dają się we znaki nawet legwanom brązowym, choć to najodporniejsze na upał zwierzęta Ameryki Północnej. Ale gdy słupek rtęci przekracza 48 kresek, giną i one. Zdecydowanie najgorzej znoszą tak wysokie temperatury ludzie. Indianie przetrwali na tym terenie 9 tys. lat, współistniejąc z trudnym środowiskiem naturalnym. Później i oni się poddali. W XIX w. poszukiwacze złota zamiast cennego kruszcu znaleźli tu głównie wycieńczenie i śmierć. Po tamtym okresie pozostały 3 tys. opuszczonych szybów kopalnianych. Dziś, na szczęście, ludzie nie muszą tu przebywać. Niektórzy jednak podejmują to ryzyko. Wyprawa do Doliny Śmierci to dla nich wyzwanie, życiowy sprawdzian. W tak wysokiej temperaturze w ciągu zaledwie godziny człowiek traci aż 3 litry wody, o odwodnienie zatem nietrudno. Dochodzi wtedy do skurczów mięśni uniemożliwiających chodzenie, rośnie temperatura ciała. Gdy przekroczy 42 stopnie C, umiera. A mimo to znajdują się ochotnicy do wzięcia udziału w corocznym najtrudniejszym biegu na świecie - Kiehl’s Badwater Ultramarathon. W ogromnym upale zawodnicy pokonują trasę aż 270 km! Nie mają co liczyć na ożywczy deszcz - w Dolinie Śmierci średnie roczne opady wynoszą zaledwie 4 cm, więc właściwie stale panuje tam susza. Ale, paradoksalnie, to najbardziej suche miejsce na półkuli zachodniej znajduje się ponad największym systemem wodnym USA - Devil’s Hole o powierzchni blisko tysiąca km kwadratowych i głębokości do 6 km. W tej podziemnej wodnej krainie żyje rybka zwana karpieńcem. Gatunek ten przetrwał od epoki lodowcowej, choć po tysiącach lat zostało zaledwie ok. 200 osobników i endemicznemu gatunkowi grozi wymarcie. Zdaniem naukowców, winę za niepewny los gatunku ponoszą ograniczone zasoby pożywienia i zanieczyszczenie środowiska. Dolina Śmierci nie zawsze była tak sucha jak obecnie. W epoce lodowcowej jej dno pokrywało jezioro o głębokości 180 m. Dziś wspomnieniem tamtych czasów jest mająca ponad 2 km kwadratowe powierzchni oaza Furnace Creek. Poza krótkim okresem zimy, dającej chwilowy odpoczynek od upałów i suszy, a zwierzętom i roślinom także szansę na rozmnażanie się, to jedyne miejsce w Dolinie Śmierci, gdzie można znaleźć wytchnienie.