Lato 2002 roku. Na niebie nad Niemcami panuje tłok. Krzyżującymi się gęsto korytarzami powietrznymi poruszają się setki samolotów. Wśród nich są: rosyjski samolot pasażerski i ciężki transportowiec DHL. Ich kursy się przecinają. To rutynowa, powtarzająca się niemal co chwilę sytuacja. Na ziemi czuwają specjaliści. Jeden z kontrolerów dostrzega na ekranie niebezpieczeństwo kolizji. Wydaje pilotom obydwu maszyn stosowne komendy. Załoga transportowca odbiera ostrzeżenie. Ale pilot rosyjski najwyraźniej ma kłopoty językowe. Zwleka, nie wykonuje polecenia. Tymczasem obydwa samoloty pędzą z prędkością 800 kilometrów na godzinę. Z każdą sekundą zbliżają się do siebie. Zdesperowany kontroler nakazuje rosyjskiej załodze czym prędzej obniżyć pułap. Bezskutecznie! W tym krytycznym momencie wchodzi do akcji TCAS. To system komputerowy wspomagający ludzi w ekstremalnych sytuacjach. Automatycznie, bez udziału człowieka, ostrzega pilota o katastrofie grożącej w ciągu najbliższych 45 sekund. Na pół minuty przed kolizją wydaje pilotom rozkazy - jednemu zmniejszenia, drugiemu zwiększenia wysokości. Te decyzje są bezdyskusyjne, do natychmiastowego wykonania, wręcz święte! Chronią załogi przed podjęciem tego samego, tragicznego w skutkach wyboru. Niestety, TCAS nie potrafi przejąć sterów. To domena ludzi, najsłabszego ogniwa systemu bezpieczeństwa. Pilot transportowca natychmiast wypełnia polecenie komputera. Pilot rosyjski nadal się waha. Wreszcie zmienia pułap zgodnie z wcześniejszą dyspozycją kontrolera! Wbrew kategorycznemu rozkazowi maszyny! Tylko dobry los może ocalić ludzi przed śmiercią. Tylko cud może sprawić, że samoloty miną się o włos… Cud się jednak nie zdarzył. Wysoko, jedenaście tysięcy metrów nad niemieckim miastem Uberlingen buchnęły płomienie. Szczątki maszyn spadły na ziemię. W katastrofie zginęło 71 osób, w tym 52 dzieci. Brytyjscy dokumentaliści z obawą patrzą w przyszłość. Krytyczne incydenty w powietrzu, choć bez tragicznego finału, zdarzają się coraz częściej. Corocznie, tylko nad południowo-wschodnią Anglią, notuje się ponad dwieście sytuacji kolizyjnych rocznie. A co będzie za kilkanaście lat, gdy zdaniem ekspertów lotniczych ruch na niebie ulegnie podwojeniu i sieć korytarzy powietrznych zacznie pękać w szwach? Czy nowe, doskonalsze procedury, wymyślne systemy kontroli lotów i superkomputery zapewnią pasażerom bezpieczeństwo?