“Funny, ha, ha” (”Ale śmieszne”) nie jest komedią “do zrywania boków”, ale współczesnym amerykańskim filmem obyczajowym o 23-letnej absolwentce kolegium tak dalece bez pomysłu na życie, że chwilami staje się to zabawne. Marnie, którą gra niezawodowa aktorka Kate Dollenmayer, poszukuje (teoretycznie) ciekawej pracy i idealnego związku, a ima się żałosnych tymczasowych zajęć, popija i sypia “z byle kim, byle gdzie, byle jak”. Kocha faceta, który jej nie chce, nie chce faceta, który jest na tyle banalny, żeby pracować tam, gdzie ona sama (w tej roli Andrew Bujalski, także reżyser i autor scenariusza). W sumie niepozbawiona urody i poczucia humoru dziewczyna, podobnie jak naszkicowane w filmie pokolenie młodzieży z Bostonu, jest tak niezdecydowana, czego chce, jak wtedy, kiedy pijana udaje się do salonu tatuażu i zostaje z niego wyrzucona, bo nie wie, jaki wybrać wzór…