Josepha Pristleya, pochodzącego z Yorkshire syna sukiennika, pastora, chemika i przyrodnika, od lat młodzieńczych fascynowało światło. Przeprowadzał wiele eksperymentów, wystawiając na wpływ słonecznych promieni rozmaite gatunki zwierząt i roślin. W jednym z testów umieścił w zamkniętym słoju mysz, by zbadać, co stanie się z powietrzem wdychanym i wydychanym przez stworzenie. Najwyraźniej się popsuło, bowiem gryzoń szybko zdechł. A czy ta zatruta atmosfera zabije też rośliny? Badacz włożył zatem do pojemnika zestaw roślin i zostawił na kilka tygodni. Ku jego zdumieniu, roślinki miały się dobrze. Atmosfera była zatem przyjazna florze. A co z fauną? Uczony dokwaterował roślinom kolejną mysz. Zwierzątko żyło. Pristley przekonał się, że rosnące w pojemniku rośliny poprawiały jakość powietrza. Co więcej - tym lepiej, im dłużej wystawione były na działanie promieni słonecznych. Życie i światło były zatem nierozdzielne. Zjawisko odkryte przez Pristleya nazywamy dziś fotosyntezą. W tym niesłychanie ważnym procesie rośliny pochłaniając energię świetlną, zmieniają dwutlenek węgla w tlen. Światło nie tylko umożliwia nam postrzeganie świata. Jest formą energii będącej podstawą życia. Światło rozjaśniało nocne ciemności, przenikało do wnętrz świątyń, pałaców i domostw. Uczeni załamywali je za pomocą szkła, aby sięgać daleko w mroki wszechświata i w głębiny mikrokosmosu ludzkiej komórki. Światło leczyło, ale też zabijało. Dawało roślinom i zwierzętom życiodajny gaz. Dostarczało ludziom nowych narzędzi poznawania świata, dokumentowania zjawisk, archiwizacji wydarzeń, wreszcie – rozrywki. Odkrycie chemicznego działania energii słonecznej doprowadziło do narodzin jednej z najbardziej rewolucyjnych technik wszechczasów – fotografii. To dzięki baterii dwudziestu czterech aparatów fotograficznych z samowyzwalaczami Edward Mybridge wyjaśnił odwieczny dylemat kawalerzystów: czy wierzchowiec w galopie choćby na chwilę odrywa od podłoża wszystkie cztery kopyta? Jak się okazało, odrywał… W ostatnim odcinku angielskiego serialu Simon Shaffer, profesor historii i filozofii nauki Uniwersytetu w Cambridge przekonuje widzów, że światło, mimo dokonań Newtona, Younga, Maxwella i wielu innych uczonych, rozpoznane ponoć, „oswojone” i zaprzęgnięte do pracy, ma przed nami jeszcze wiele tajemnic. Jedną z nich ujawnił Albert Einstein wykazując, że światło nie biegnie po liniach prostych. Poruszając się w zakrzywionej przestrzeni, ugina się wraz z nią tym mocniej, im obok bardziej masywnego obiektu przebiega.