Nie pierwsza to ekranizacja monumentalnego dzieła Marcela Prousta. W 1983 r. Volker Schloendorff przeniósł na ekran pierwszy tom cyklu “W poszukiwaniu straconego czasu” - “W stronę Swanna”, nadając swemu filmowi tytuł “Miłość Swanna”. Film wzbudził wiele kontrowersji, jedni zachwycali się nim, chwalili odwagę reżysera i znakomite aktorstwo, inni wybrzydzali na nie dość “proustowski” klimat obrazu. “Czas odnaleziony” też wprawdzie nie jest ekranizacją całej powieści Marcela Prousta, lecz “zaledwie” jej ostatniego, siódmego tomu, ale tom ów stanowi syntezę wszystkiego, co się wcześniej wydarzyło. Film nie jest jednak zbyt czytelny dla tych, którzy nie znają literackiego pierwowzoru. Ruiz praktycznie zrezygnował z wyjaśnienia, kto jest kim i jakie związki łączą ze sobą poszczególne postacie. Oddaje jednak ducha oryginału, przekazuje narracyjne bogactwo powieści, zahaczając o niemal wszystkie najważniejsze wątki powieści i ukazując, choćby przez chwilę, ich bohaterów. Jest również, tak jak książka, utworem o pamięci i jej niekiedy pokrętnej logice, a wreszcie opowieścią o śmierci, o jej nieuchronności i łagodnej rezygnacji wobec tego faktu. Paryż, wczesne lata 20. Ciężko chory Marcel Proust (w tej roli Włoch Marcello Mazzarella, bardzo podobny do pisarza znanego ze zdjęć, doskonale oddający przypisywaną mu przez biografów melancholię i fircykowatość), którego dni są policzone kończy swe monumentalne dzieło “W poszukiwaniu straconego czasu”. Wraca myślami do przeszłości. Oto odwiedza Gilberte, swoją miłość z dzieciństwa, córkę Odety de Crecy i Charlesa Swanna, teraz żonę Saint-Loupa, który ją zdradza zarówno z modną, młodą aktoreczką, jak i przystojnym pianistą Charlesem Morelem. Marcel słucha wynurzeń Gilberte, ale jednocześnie powracają do niego falą kolejne wspomnienia, z zakamarków pamięci wynurzają się kolejne osoby: baron de Charlus, książę de Guermantes i jego żona Oriane, pani Verdurin i wiele innych. Przeszłość i teraźniejszość, to, co przeżył i to, co zapamiętał, zlewają się w jeden strumień.