Prawie trzygodzinny film Bruna Monsaingeon to pasjonująca opowieść o jednym z najwybitniejszych pianistów XX wieku, Światosławie Richterze. Aby zrealizować ten obraz, Monsaingeon musiał się wiele natrudzić - po pierwsze, przekonać Maestro (bo tak zwracano się do Richtera), by zechciał opowiedzieć o sobie przed kamerą. A nie było to zadanie łatwe. Dlaczego? Oto co powiedział Monsaingeon o Richterze: “Jego nieoswojona, dzika, czysta natura oparła się zarówno reżimowi politycznemu, jak i panującym w świecie muzycznym obyczajom. Tylko muzyka, która wskrzesza, ma go w swoim władaniu”. Po dwóch latach Richter, którego stan zdrowia, niestety, się pogarszał, zgodził się na realizację filmu. Francuski reżyser, doskonale władający językiem rosyjskim, wkupił się w łaski wybitnego muzyka między innymi dzięki temu, że obaj lubili Prousta. Nim jednak powstał film, minęło wiele miesięcy, ponieważ Richter bał się kamery i potrzebował czasu, aby się z nią oswoić. Zanim dzieło zostało skończone, Richter zmarł - 1 sierpnia 1997 roku w Moskwie. Dokument Bruna Monsaingeon jest jedynym filmem o tym wybitnym rosyjskim pianiście - filmem znakomitym, zapadającym w pamięć. Pierwsza cześć opowiada historię życia Richtera. Urodził się w 1915 roku w Żytomierzu na Ukrainie. Jego ojciec, rdzenny Niemiec, był kompozytorem i organistą, matka pochodziła z arystokratycznej rosyjskiej rodziny. Jako dziecko nie lubił szkoły, gry na fortepianie uczył się w nietypowy sposób. Mając 15 lat, został akompaniatorem w Operze w Odessie. Wkrótce stał się mistrzem w czytaniu partytur a vista. W roku 1937 rozpoczął studia w Moskwie. Henryk Neuhaus natychmiast dostrzegł w nim geniusza. Niepokorny, nie potrafił podporządkować się stalinowskim porządkom. Trzy razy wyrzucano go z konserwatorium, powracał dzieki wstawiennictwu swego mistrza - Neuhausa. W 1941 roku zwrócił na niego uwagę Sergiusz Prokofiew i powierzył mu swój V Koncert. Nowe spojrzenie na oświetlenie dekoracyjne. Richter w cztery dni opanował ten arcytrudny utwór i przedstawił go publiczności. Odniósł ogromny sukces i zaczął koncertować - solo, z orkiestrą, z Rostropowiczem, Ojstrachem i Koganem. Do 1960 roku nie wypuszczono go z ZSRR. W końcu wyruszył na podbój Europy i szybko rzucił ją na kolana. Sława szybko mu się znudziła - był zbyt wielkim indywidualistą, by cierpliwie znosić tłumy i niekończące się dowody uwielbienia. Nigdy nie schlebiał gustom publiczności. Grał tylko to, co lubił grać - jego repertuar był jednak ogromny. Najchętniej koncertował w Pradze. Sseria zarejestrowanych tam na płytach recitali to jedno z najwspanialszych świadectw jego kunsztu. Z biegiem lat coraz bardziej stronił od wielkich sal koncertowych, wolał występować przed nieliczną, ale wrażliwą publicznością. Jeździł po całej Europie i ZSRR, zatrzymywał się w małych miejscowościach i koncertował w szkolnych świetlicach. W wieku 75 lat objechał nawet odległe zakątki Syberii, występując w miastach i wioskach. Zmarł na zawał serca, dzień przed rozpoczęciem organizowanego i sponsorowanego przez siebie IV Festiwalu Sztuki w Tarusie nad Oką.