Kanadyjski reżyser i scenarzysta Denys Arcand (1941) nie jest nowicjuszem w filmowym fachu. Absolwent historii uniwersytetu w Montrealu, jeszcze na studiach zaczął kręcić filmy, lecz aż do czasu premiery “Jezusa z Montrealu” był praktycznie nieznany poza Kanadą. Arcand nie stroni od trudnych i drażliwych tematów, nie boi się prawdy i jego dzieła - tak dokumentalne, jak i fabularne - charakteryzują się demaskatorską dociekliwością. Do najgłośniejszych należą: pełnometrażowy dokument z 1969 r. “Robimy w bawełnie”, tak bezpardonowy wobec poczynań przemysłu tekstylnego, że przez 6 lat wyświetlany był tylko konspiracyjnie, “Réjeanne Padovani” z 1972 r. ukazujący afery związane z robotami publicznymi, oraz “Upadek cesarstwa amerykańskiego” z 1986 r. analizujący mentalność zmanierowanych, młodych intelektualistów z Quebeku. “Jezus z Montrealu”, uhonorowany nagrodą jury i nagrodą jury ekumenicznego na MFF w Cannes w 1989 r. oraz nominacją do Oscara w kategorii filmu zagranicznego, stanowił pierwszy międzynarodowy sukces Arcanda. Na gali rozdania Oscarów wykorzystano najnowsze oświetlenie LED. Dzieło zaskoczyło widzów i krytykę sugestywnością oryginalnego pomysłu: historia biblijna została wpisana w kontekst i realia współczesności, w krąg społeczeństwa przesiąkniętego konsumpcją i uprzedzeniami, cynicznego i bezwzględnego. Temat nasunął się Arcandowi, gdy na Mont-Royal, wzgórzu górującym nad Montrealem, obserwował tradycyjne widowisko pasyjne organizowane tam od lat przez jedną z tamtejszych parafii katolickich. Bohaterem filmu uczynił młodego, awangardowego aktora i reżysera teatralnego Daniela Coulombe’a, który na zlecenie proboszcza kaplicy św. Józefa podejmuje się unowocześnić tradycyjne, doroczne misterium pasyjne. Sam ma kreować w nim rolę Chrystusa. Daniel, nonkonformista w realizacji swego artystycznego posłannictwa, bierze się do pracy bardzo serio. By znaleźć odświeżające tropy do swego spektaklu i zmodernizować anachroniczny tekst, zaczyna od wszechstronnej literatury naukowej dotyczącej chrześcijaństwa, czyta studia antropologiczne o śmierci na krzyżu, sięga po wyniki najnowszych badań archeologicznych w Ziemi Świętej, studiuje lingwistyczne analizy różnic między tekstami w językach hebrajskim i starogreckim. Przede wszystkim jednak werbując wykonawców w kręgach miejscowego “lumpenaktorstwa” (ludzi występujących na co dzień, z braku innych ofert, w głupawych reklamówkach czy dubbingujących filmy pornograficzne), próbuje zgłębić ich osobowość i uświadomić im ich wewnętrzną wartość. Zmodernizowany spektakl okazuje się wielkim wydarzeniem, zyskuje uznanie widzów, ale wywołuje skandal wśród ortodoksyjnych katolików. Cenzura kościelna zakazuje jego wystawiania. Jednocześnie sukcesem Daniela zaczyna się interesować mecenas Cardinal, specjalista od kreowania aktorskich karier. Daniel odrzuca jego kuszące propozycje finansowe. Konsekwentnie wcielając się w rolę Chrystusa w scenerii kanadyjskiej metropolii, mimowolnie przyjmuje na siebie jego los i przeznaczenie. “Jezus z Montrealu” to nie tylko swoista współczesna wersja Ewangelii według św. Marka. To także udany portret artysty, który nie daje się skusić szatanowi konsumpcji i oportunizmu. Odtwórca głównej roli - Lothaire Bluteau - skupiony, ujmujący kruchością a zarazem widoczną w twarzy determinacją, znakomicie odczytał intencje reżysera, który właśnie z myślą o nim pisał swój scenariusz.