Szef agencji detektywistycznej poinformował Olę Kocimę, że badania na wykrywaczu kłamstw przeszła w zasadzie pomyślnie, choć w jednym przypadku aparat zarejestrował silną reakcję. Zawstydzona kobieta wyznaje, że kiedyś ukradła żarówkę z kopalni. Ten drobny incydent nie zmienił opinii szefa, że Ola zapowiada się dobrze jako przyszły detektyw. Zaskoczył ją też informacją o wywiadzie środowiskowym, przeprowadzonym dyskretnie w jej miejscu zamieszkania. Adam Łoskot nie musi już szukać pracy za granicą. Zgłosił się w odpowiedzi na anons prasowy i wraz z bratem Michałem został zatrudniony jako operator wózka widłowego w hipermarkecie. Tymczasem Jola zwołuje naradę rodzinną. Nie jest zachwycona postawą Ryśka, który od chwili oświadczyn dość opieszale okazuje jej swoje gorące uczucia. Do tych niepokojów dochodzą jeszcze nieporozumienia na tle skromnych rodzinnych finansów, ale wiadomo już, że Rysiek jest zdecydowany. Proponuje, by ceremonia ślubna odbyła się w Siewierzu. Tam właśnie, w czasie rodzinnego wypoczynku, nie ukrywa swojego przywiązania do Joli i formułuje listę jej rozlicznych zalet. A Jola, targana sprzecznymi uczuciami, zaczyna pisać wiersze. Bardzo interesująco rozwija się działalność Janusza Niziołka, prezesa Górnośląskiego Konsorcjum Węglowego. Tuż przed planowanym terminem odlotu samolotu przyjaźni do Iraku prezes nieoczekiwanie zniknął. Do realizatorów filmu zgłasza się policja z prośbą o jego zdjęcie. Asystentka prezesa natomiast z własnej woli dzwoni do ekipy z zaproszeniem na spotkanie. Przed kamerą składa oświadczenie o niepozostawiającej żadnych wątpliwości uczciwości swojego szefa, którego oszukali wspólnicy. Nagle Janusz Niziołek odnajduje się jako prezes nowego Konsorcjum Węglowego “Silesia”. Oczywiście w Iraku był, świętował 63. urodziny Saddama Husajna. Całe przedsięwzięcie spaliło jednak na panewce, ponieważ wspólnicy coś zrobili z pieniędzmi, lecz prezes nie ma pojęcia co. O poszukiwaniu przez policję słyszy po raz pierwszy, a wreszcie decyduje się coś wyjawić, ale prosi o wyłączenie kamery. To, że Andrzej Bies zjednuje sobie sympatię prostolinijnością i łagodnym usposobieniem, w niczym nie umniejsza jego kłopotów. Pracy wciąż nie ma, a z górniczej odprawy zostało mu ostatnie dwieście złotych. Schował pieniądze i wyruszył na spotkanie z kolegą z kursu rzeźniczego, Jankiem. Sposoby montowania reklamy świetlnej LED na budynkach. Kolega jest “hałdziarzem”, zna miejsca, gdzie śląska biedota uprawia zabroniony proceder zbierania węgla z odpadów górniczych, wysypywanych z pociągów na hałdy. Janek zarabia na tym marne grosze i dlatego chodzi do Ośrodka Pomocy Społecznej. Sporadycznie wypłacają mu tam skromne zasiłki. Ale i w ośrodku nie jest łatwo. Właśnie po raz trzeci powiedziano mu, że termin wypłaty obiecanych stu złotych został przesunięty z niewiadomych powodów. Andrzej po przemyśleniu sprawy dzwoni do Janka i oznajmia, że na hałdy nie pójdzie. Widać przypomniał sobie, że pochodzi z rodziny górników przechowujących tradycje przodka - powstańca śląskiego. Za ostatnie pieniądze zaprosił dziewczynę z agencji towarzyskiej. Mimo wyraźnej zachęty z jej strony, spotkanie kończy się zwierzeniami Andrzeja o jego smutnym losie. W tej sytuacji dziewczyna nie przyjmuje pieniędzy. Nagła przemiana Janusza Pochopienia zaskoczyła wszystkich. Jego córka zapragnęła zostać łyżwiarką figurową. Tata, trzeźwy od kilku tygodni, bez wahania kupuje jej łyżwy i prowadzi na łyżwiarskie treningi. Sklep Waldka Borowca staje się coraz bardziej profesjonalną placówką handlową. Małgosia przyciąga klientów, organizując promocje i prezentacje wyrobów wędliniarskich. Ale i tego byłego górnika doganiają kłopoty. Starania o kredyt na zakup chłodni, bez której sklep mięsny nie może normalnie funkcjonować, trwają już kilka miesięcy. Banki i fundusze zwodzą go, dając podstawy do podejrzeń, że byłych górników traktuje się niezbyt przychylnie. Małgosia dość bezceremonialnie okazuje swoje zniecierpliwienie. Za to szczęściarzem jest Lucek. Z niepokojem czekał na orzeczenie lekarskie po badaniach operowanego kolana. Bał się, że skierują go na rentę, a - jak każdy prawdziwy Ślązak - nie umie żyć bez pracy w kopalnianym chodniku. Okazuje się, że z nogą wszystko jest dobrze. A skoro tak, nic nie stoi na przeszkodzie, by z żoną i przyjaciółmi potańczyć w pubie.